"Jestem optymistycznie nastawiony na walkę o I ligę" - Wywiad z Karolem Pytysiem - kapitanem drużyny AZS Radex
Karol Pytyś - kapitan drużyny AZS Radex Szczecin. Od początku swojej kariery związany ze szczecińską koszykówką. Akademicki Mistrz Polski z 2007 roku. W tym samym roku uznany za najlepszego zawodnika II ligi; król strzelców tamtego sezonu i dominator pod tablicami. W sezonie 2008/2009 wybrany wraz z Mackiem Majcherkiem przez portal polskikosz.pl do drugiej piątki. Mogłoby się wydawać, że mężczyznę mierzącego ponad 2 metry wzrostu i ważącego ponad 100 kg nic nie rusza. Nic bardziej mylnego. Jako zodiakalny strzelec woli słyszeć słowa pochwały niż krytyki. To one motywują go do dalszej pracy i wysiłku.
Lily: Oprócz koszykówki czym się zajmujesz w życiu?
Karol Pytyś: Obecnie jestem nauczycielem W-F w gimnazjum nr 3 na ul. Malczewskiego w Szczecinie. Składając papiery do szkoły na stanowisko nauczyciela nie przypuszczałem, że można mieć tyle satysfakcji pracując w szkole z młodzieżą.
L: Twoje spostrzeżenia na temat współczesnej młodzieży i jej postawy do uprawiania sportu?
K. P: W trakcie studiów wydawało mi się, że młodzieży nie ciągnie do uprawiania sportu. Trochę zmieniłem to zdanie kiedy zacząłem pracować w szkole i prowadzić zajęcia pozalekcyjne.Nasza szkoła daje spore możliwości do uprawiania różnych dyscyplin sportu. Na brak zainteresowania ze strony uczniów zajęciami, które akurat ja prowadzę z siłowni, siatkówki i koszykówki naprawdę nie mogę narzekać. Oczywiście jest część młodzieży, która preferuje komputer zamiast salę gimnastyczną, ale jest i ta druga część.
Paweł Kulczycki: Przyznasz, że kiedyś jednak lepiej to wyglądało?
K. P: Nie było wtedy przede wszystkim komputerów – internetu, a w telewizji nuda więc chciał nie chciał dzieci szły na podwórko i bawiły się spędzając aktywnie czas.
L: Twoi uczniowie wiedzą kto uczy ich W-F?
K. P: Oczywiście. Zresztą gdyby się rozejrzeć po hali na meczu to zobaczymy bardzo dużo moich uczniów. Spotykam się z dużą sympatią i aprobatą z ich strony. Po nie udanym meczu potrafią podejść i powiedzieć coś miłego, poklepać po ramieniu. To bardzo miłe.
L: Miejsce koszykówki w Twoim życiu?
K. P: Niby się mówi, że są w życiu inne rzeczy też ważne a może i ważniejsze, ale jeśli w grze poszło mi coś nie tak, źle się z tym czuje. Jak na razie realizuje się poprzez pracę, ale przede wszystkim na ten moment jako zawodnik. Potem może to się zmieni i odnajdę się w roli szczęśliwego ojca czy męża...
L: Czego nie lubisz w koszykówce i za co tak bardzo ja kochasz?
K. P: Pamiętam jak kiedyś mój kolega powiedział, że ostatni będą pierwszymi. To był taki bodziec dla mnie do działania i trenowania. Kocham ją za emocje, za to że mogę się wykazać, sprawdzić, doskonalić. Jednak pokazuje też czasem moje słabości. Widzę jak moje nastawienie do meczu ma wpływ na jego przebieg.
L: Przed meczem zawsze...?
K. P: Myślę o meczu. Nie mam jakiś wyjątkowych zasad czy rytuałów, których się trzymam. Zachować umiar we wszystkim to chyba najważniejsze.
P. K: Czujesz presje?
K. P: Jest presja, ale sam sobie ją narzucam. Ważnym jest dla mnie aby koledzy z drużyny czy trener byli zadowoleni z mojej gry. Do komentarzy od kibiców trzeba mieć dystans, a czasem najlepiej w ogóle ich nie czytać. Słowa krytyki czy uwagi mogę posłuchać czy rozważyć jeśli są sensowne i wychodzą od kogoś kto ma pojęcie o grze. Tam gdzie górę biorą emocje i chęć jedynie obrażenia zawodnika nie ma sensu czytać.
L: Komu zawdzięczasz najwięcej?
K. P: Trenerowi Tomkowi Cichockiemu, który nauczył mnie w zasadzie wszystkiego, ale nie pozwolił wykorzystać i Stanisławowi Koś, który z kolei dał mi możliwość pokazać na parkiecie wszystko to czego się nauczyłem. U trenera Majcherka fajne jest to, że można wykazać się własnym pomysłem na akcje. Jeśli nie wyjdzie raz czy dwa razy, wiadomo że zaraz ściągnie Cię na ławkę, ale masz u niego jakiś margines zaufania.
L: Jakie wyzwania na na ten sezon ma AZS Radex?
K. P: Nie być II lidze. Spójnia Stargard była mocnym zespołem, ale nam też niczego nie brakowało. Ten pierwszy wyjazdowy mecz, który wygraliśmy taką różnicą punktów dawał nam nadzieje, że będzie dobrze.
P. K: Ale mecz nr 2 na własnym parkiecie ze Spójnią Stargard przegraliście. Co sobie wtedy pomyślałeś?
K. P: Że będzie bardzo trudno, że musimy zrobić naprawdę coś więcej niż do tej pory. Widzę teraz pewną zmianę w naszej grze. Gramy bardziej zespołowo. Akcje są przemyślane, opierają się na taktyce, więcej podań, penetrowania parkietu, strefy podkoszowej. Nie staramy się wygrywać meczów rzutami za 3 pkt. bo z tym różnie bywa o czym sami już zdążyliśmy się przekonać i doświadczyć.
L: Kto według Ciebie w tym sezonie stanie nam na drodze do I ligi?
K. P: Pleszew, Poznań...Grają tam doświadczeni zawodnicy, ale myślę że my jednak jesteśmy silniejsi.
L: Czyli doświadczony o parę wydarzeń znaczy mądrzejszy?
K. P: Wydawało mi się, że mam już jakieś doświadczenia walcząc ze Spójną, ale się okazało że Wiktor Grudziński miał więcej doświadczenia. Jestem jednak optymistycznie nastawiony na walkę o I ligę.
L: Potrzebujemy gwiazdy czy zespołu do awansu?
K. P: Zespołu. Gwiazdy...? Może też, ale nią może się okazać każdy z naszych zawodników w danym meczu. Maciej Majcherek jest filarem drużyny. Prawie zawsze rzuca swoje, ale mamy też innych strzelców, którzy w którymś momencie mogą pomóc i pociągnąć drużynę do zwycięstwa.
P. K: Czym jest dla Ciebie awans?
K. P: Satysfakcja, rozwój i jednocześnie potrzeba zmiany pewnych nawyków w grze, na które I lidze nie ma miejsca. W pierwszej lidze jest więcej wyższych zawodników, więcej siły. Możliwe, że będzie trzeba stać się zawodnikiem typowo zadaniowym, ale to też będzie fajne. Gra na pewno będzie bardziej poukładana, a więc jasno określone też role i zadania w drużynie.
L: Po raz trzeci pukacie do bram I ligi. Po raz kolejny te same miejscowości, te same drużyny, a Wy u szczytu tabeli. Trudno jest Wam znaleźć motywacje do meczów, w którym można przewidzieć zwycięzcę? Nie jest tak, że w Waszych głowach jest już tylko kwiecień i maj? Śmiem twierdzić, że potrzebujecie wyzwań. To widać choćby po Maćku Majcherku. Kiedy graliście z Polpharmą już na rozgrzewce w jego oczach było zacięcie, skupienie i radość...w końcu jakieś wyzwanie, w końcu będzie jakaś walka.
K. P: To nie do końca tak. Motywacje zawsze mamy, po drugie to czy zwycięstwo do nas należy wiemy dopiero po ostatnim gwizdku sędziego. Wiadomo, że są lepsze i gorsze zespoły ale zawsze do meczu podchodzimy skoncentrowani, z chęcią wygranej, ale i szacunkiem do przeciwnika.
Mnie osobiście mecz z Polpharmą nie wyszedł. To był mój najgorszy mecz sezonu. Kilka błędów na początku, reprymenda ze strony trenera i było już tylko gorzej. Spaliłem się jak jakiś pierwszoroczniak. Ogólnie jednak mamy dobry klimat w zespole i zawsze ktoś podejdzie i wesprze, powie coś budującego.
P. K: Uważasz, że w tym sezonie II liga jest słabsza?
K.P: Słabsza bo nie ma Spójni Stargard i tylko dlatego. Nic więcej się nie zmieniło. W poprzednim sezonie ściągnęli sobie dobrych zawodników z ekstraklasy i I ligi. Stargard Szczeciński inwestuje w koszykówkę, mają zdolną młodzież, wicemistrzostwo kraju w historii klubu. Postawili na koszykówkę w swoim mieście i dobrze bo na brak kibiców nie mogą narzekać.
P. K: W Szczecinie też są kibice koszykówki...
K.P: Oczywiście że są, ale jak na miasto ponad 400 tys. mogłoby być ich jeszcze więcej. Trzeba pokazać mieszkańcom Szczecina jaką fajną mają drużynę ;p
P. K: Słowa krytyki bolą?
K. P: Nie wiem jak jest u innych zawodników, ale mnie czasem tak. Wychodząc na parkiet chcesz zagrać jak najlepiej. Pokazać się trenerowi, kolegom z drużyny czy kibicom od jak najlepszej strony. Czasem jednak jest tak - co jest też elementem tej gry i jednocześnie jej urokiem - coś nie wyjdzie. I w takich momentach lepiej wesprzeć niż od razu skreślać i podważać umiejętności czy zaangażowanie w grę.
L: Plotka głosi, że w wiosną tego roku staniesz na ślubnym kobiercu...?
K. P: Tak, to prawda. 22 maju tego roku biorę ślub z moją narzeczoną, z którą jestem 8 lat. Dokładnie od II klasy liceum. Już pora przejść do następnego etapu – czyli małżeństwo ;) Przygotowania idą zgodnie z planem choć oczywiście jest jeszcze parę rzeczy, które trzeba dopilnować czy dokupić.
L: Twoim największym fanem jest...?
K. P: Moja narzeczona, a jednocześnie najlepszy przyjaciel. Wspiera mnie i przeżywa razem ze mną porażki i sukcesy. Swego czasu grała także w koszykówkę więc czasem potrafi też coś doradzić czy skrytykować.
L: Hobby Karola?
K. P: Zdecydowanie książki. Jedną kończę, drugą zaczynam. W autobusie, podczas przerwy w szkole, książka zawsze mi towarzyszy. No i kino. Średnio raz w tygodniu jestem w kinie.
L: "Słowo Boże" od kapitana drużyny AZS Radex do szczecińskich kibiców....?
K. P: Aby kibice chodzili na nasze mecze i dopingowali także wtedy kiedy nam nie idzie.
L: Czego życzyć Karolowi?
K. P: Dobrej formy na play-offy.
L: Więc tego Ci życzymy ;)
Z Karolem Pytysiem rozmawiała Lily oraz Paweł Kulczycki
zdjęcia: by Dariusz Szatkowski/ http://www.azsszczecin.pl/










