"Odsłuchanie przed meczem hymnu Polski robi niesamowite wrażenie..." - Wywiad z Tomkiem Gielo z AZS Radex (i nie tylko)
Tomek Gielo – zawodnik II ligowej drużyny AZS Radex Szczecin, III ligowej STK Wilki Morskie Szczecin, a co najważniejsze młodzieżowy reprezentant Polski w koszykówce. Jako kadet, wraz z kolegami z reprezentacji zajął czwarte miejsce na Mistrzostwach Europy rozgrywanych w litewskim Kownie. W tym samym roku (2009), będąc na wypożyczeniu w młodzieżowym Zastal-u Zielona Góra, zdobył mistrzostwo Polski kadetów oraz został uznany MVP meczu finałowego. W lipcu 2010 roku będzie ponownie reprezentował barwy Polski, tym razem na Mistrzostwach Świata U-17 w Hamburgu.
Lily: Urodziłeś się w styczniu '93 roku. Parę miesięcy później Chicago Bulls pod wodzą Michaela Jordana zdobywa swój trzeci z sześciu mistrzowskich tytułów NBA. Czy lata '90 w dziejach ligi NBA robią na Tobie jakieś wrażenie?
T.G: Powiem szczerze, że tak. To zresztą era nie tylko Jordana. Był przecież Scottie Pippen, Dennis Rodman, Tony Kukoć jeden z najlepszych białych koszykarzy w tamtych czasach czy Drazen Petrovic z New Jersey Nets. To nazwiska, które się będzie zawsze pamiętać..
L: A z obecnie grających zawodników i drużyn w NBA, kto robi na Tobie największe wrażenie?
T.G: Z koszykarzy to LeBron James bez dwóch zdań. Z drużyn to Cleveland Cavaliers i Detroit Pistons.
L: Zaczęłam wywiad od pytań o NBA bo wiem, że pojawiła się dla Ciebie szansa wyjechania na jedną z amerykańskich uczelni. Twoje dane spisał sobie Paweł Mrozik, trener który pomógł już kilku obiecującym koszykarzom w wyjeździe do USA i tam szlifowaniu swoich umiejętności.
T.G: Tak to prawda. Zawsze marzyłem żeby wyjechać do USA i tam zdobyć jakieś doświadczenie. W ostatnie wakacje pojawiło się pewne światełko w tunelu. Dzięki organizacji Turnieju „Streetball Challange Vestas 2009” i zaproszeniu na treningi Pawła Mrozika moje marzenie ma szansę się urzeczywistnić. Powolutku krok po kroku, gdzieś do celu mam nadzieje, że zmierzam. Nie chce jednak zbyt dużo o tym mówić i zapeszać.
P.K: Rodzice sprawują pieczę nad Twoją karierą?
T.G: W znacznym stopniu tak. Mam duże oparcie w najbliższej rodzinie. Potrafią wesprzeć, uskrzydlić, ale jak trzeba i sprowadzić na ziemię. Byli ze mną w Kownie na Litwie na Mistrzostwach Europy. Teraz moi rodzice przygotowują się pomału na wyjazd do Hamburga na Mistrzostwa Świata, które odbędą się 2-11 lipca 2010.
L: Pierwszy trener, który nauczył Ciebie podstaw koszykówki?
T.G: Pan Marek Lesiakowski. Prowadził zajęcia dla młodzieży, na które uczęszczał mój starszy o 5 lat brat. Oczywiście pozazdrościłem bratu treningów i tak się zaczęła moja przygoda. Później przez jakiś czas trenował mnie jego syn Piotrek Lesiakowski, a następnie Tomasz Kubicki i Maciej Majcherek.
L: Gdzie jest twój brat teraz?
T.G: Brat w wieku 18 lat zakończył karierę i obecnie studiuje budownictwo na Politechnice Szczecińskiej. Jednak zaszczepił we mnie co najlepsze ;)
L: Jesteś najmłodszym zawodnikiem AZS Radex Szczecin. Jak zostałeś przyjęty w drużynie?
T.G: Bardzo sympatycznie, żartobliwie, z humorem. Na początku nazywali mnie „Młody” a potem Tomek i tak już zostało.
L: Grając przeciwko starszym, bardziej doświadczonym zawodnikom masz jakieś zahamowania?
T.G: Nie mam żadnych zahamowań na parkiecie. Nie jestem zresztą jedyny, który w tym wieku gra na parkietach II czy nawet I ligi.
L: Rywalizacja między Tomkiem Gielo a Zbigniewem Wochną ma miejsce?
T.G: Rywalizacja ze Zbyszkiem Wochną jest, ale to taka pozytywna rywalizacja. Na treningach często gramy przeciwko sobie. Gramy też w jednej drużynie STK Wilki Morskie Szczecin. W ostatnim okresie bardzo się zaprzyjaźniliśmy ze sobą. Wspieramy się i uczymy od siebie. Zbigniew jest trochę niższy ode mnie, ale za to jest szybszy i ma lepszy rzut. To takie moje prywatne zdanie.
L: Jak jesteś odbierany w swojej szkole? Wiedzą jaki skarb mają?
T.G: Czy wiedzą, że mają skarb to nie wiem, ale ogólnie znają mnie ;)
L: Jesteś zmuszony opuszczać zajęcia w szkole przez częste wyjazdy, treningi?
T.G: Jeśli opuszczam szkołę to głównie przez zgrupowania kadry.
P.K: Pamiętasz swoje pierwsze zgrupowanie kadry?
T.G: Jak najbardziej pamiętam. Miałem ciągle w głowie myśl, że muszę się pokazać z jak najlepszej strony. Takie myślenie nie jest najlepsze dla zawodnika. Z każdym jednak kolejnym dniem i zjazdem jest lepiej.
L: Aby dostać się do kadry kadetów jaką drogą trzeba przejść?
T.G: To dość zawiły i wielostopniowy proces. Zaczyna się od reprezentacji województwa, która bierze udział w różnych meczach i cyklach obozowych. Potem jest zjazd 4 województw, w którym bierze udział: zachodniopomorskie, kujawsko – pomorskie, łódzkie i wielkopolskie. Z każdego województwa jedzie 10 zawodników. Z tych 40 obecnych wybiera się 10, którzy jadą już na camp centralny, gdzie z 40 obecnych zawodników z całej Polski wybiera się 10, którzy stanowią kadrę. To dość długi proces i towarzyszy temu niewątpliwie spora rywalizacja i presja.
P.K: Jak to jest być członkiem kadry narodowej?
T.G: Na pewno czuć tą całą atmosferę i profesjonalizm na każdym kroku. Odsłuchanie przed meczem hymnu Polski robi niesamowite wrażenie; szczególnie w tych dalszych rozgrywkach kiedy walczy się o najwyższe laury. Np. na meczu półfinałowym z Litwą było 5 tys. litewskich kibiców i zaledwie 20 - osobowa grupa Polaków. Cieszy to, że 4 miejsce które zajęliśmy było największym sukcesem w dziejach polskiej koszykówki i otworzyło drzwi do Mistrzostw Świata w Hamburgu 2010.
P.K: Kiedy wszedłeś na parkiet w meczu z Polpharma Starogard Gdański w listopadzie 2009 w walce o Puchar Polski co miałeś w głowie?
T.G: Rzuć punkty i pokaż się z jak najlepszej strony. Nie wahaj się rzucić jeśli będzie tylko okazja.
L: Byłeś na meczach Mistrzostw Europy w Polsce we wrześniu. Jakie wrażenia?
T.G: Bardzo miło wspominam. Mieliśmy okazję zrobić sobie zdjęcia z różnymi zawodnikami z naszej kadry jak i innych państw. Szkoda tylko, że hale nie były wypełnione po brzegi.
L: Za co tak bardzo kochasz koszykówkę?
T.G: Za zespołowość. Nie można wygrać meczu indywidualnie. To drużyna gra i zdobywa prestiż. Co z tego, że drużyna ma gwiazdę kiedy nie awansuje nawet do play offów. Nie podoba mi się w koszykówce właśnie nadmierna indywidualność niektórych zawodników.
L: Co Cię motywuje do pracy – krytyka czy pochwała?
T.G: Lekka krytyka i drobna pochwała. To nie kwestia skromności i tego, że np. nie zasługuję na pochwałę. Raczej boje się, że mogę za chwilę zawieźć. Nie lubię popadać w skrajności. Nadmiar pochwał powoduje, że się rozluźniam, a to może mieć zgubny efekt.
L: Czy Marzenia Tomka Gielo się spełniają?
T.G: Część się już spełniła, część się spełnia, ale są i takie które dopiero przede mną.
L: Gdzie widzisz siebie za 5-10 lat?
T.G: Za 5 lat to nie wiem, ale za 10 lat gwiazda NBA.
L: Co chciałbyś studiować po zdaniu matury?
T.G: Koszykówkę ;p Nic innego na razie nie mam w głowie, ale będzie trzeba niedługo pomyśleć.
L: Jak się przygotowujesz przed ważnym meczem?
T.G: Leżę i słucham muzyki jak hip hop/rap. Czasem też oglądam filmiki na youtub’ie napędzające mnie do gry.
L: Motto życiowe?
T.G: Nie mam jednej stałej złotej myśli. Ale rzeczywiście czasem lubię poczytać jakiś sławnych cytatów. Dzięki temu dostaję taki zastrzyk nowej energii i motywacji do działania.
L: Twoim największym fanem jest...?
T.G: Moja rodzina...tak myślę.
Z Tomkiem Gielo rozmawiała Lily i Paweł Kulczycki z AZS Radex Szczecin
zdjęcia: Dariusz Szatkowski









